Zakończenie projektu Po Sąsiedzku miało miejsce w zeszłą niedzielę w Klubie Emeryta / Seniora. Pan Tadeusz, który zawsze stawiał się na czas i udostępniał mi lokal, tym razem też nie zawiódł. Następnie zjawił się Paweł Nojgebauer, który jest związany z Grupą Impro Hofesinka (która zaprasza na Gry i Zabawy Społeczne w następny poniedziałek http://www.facebook.com/events/465120053527824/). Wyglądał na bardzo spokojnego i w ogóle nie wzruszało go to, że nie wiadomo było, ile osób przyjdzie, w jakim wieku, i że nikt nie wie, że będzie uczestniczył w warsztatach impro-relaksacyjnych. Taki spokój był dla mnie znakiem, że naprawdę będzie dobrze. Przyszły dziewczyny z warsztatów fotograficznych, goście z Służewakcji (już w tę sobotę http://www.sluzewakcji.pl/ zaprasza na kolejną odsłonę projektu), i moi sąsiedzi z osiedla. 10 osób to doskonała liczba na powierzchnię 20 metrów kwadratowych, którymi tego wieczora dysponowałam.

Kinga i Michał

Pani Alicja

Ja tymczasem czatowałam na półpiętrze z instaksem, żeby zrobić fotkę kolejnym sąsiadom do galerii pt. Sfotografuj się z Sąsiadem i wysyłałam ostatnie smsy przypominające o pokazie filmiku, w którym moi sąsiedzi byli głównymi bohaterami. Z sali dobiegały śmiechy nastolatek, rożne okrzyki, klaski, pacnięcia, piski, uderzenia… Czasami podchodziłam do drzwi, żeby zaspokoić zżerającą mnie ciekawość i zerknąć, co Paweł wyprawia z uczestnikami warsztatów, a jednocześnie nie chciałam ich rozpraszać. Po godzinie wyszli z sali zrelaksowani, uśmiechnięci, z wypiekami na twarzy. Warsztaty się udały.

Judyta

W międzyczasie dołączyli inni sąsiedzi i moi przyjaciele. Krótka przerwa na ciasto czekoladowe, jeszcze ciepłe, ciasteczka, paluszki i napoje gazowane. Zaczynało się robić ciasnawo. Z dziewczynami wniosłyśmy do salki krzesła. A z pomocą Maćka, Szymona i Piotrka odpaliłam videocast i pokaz się zaczął. Każda obecna na pokazie osoba, która była w filmiku, czekała na swoją wypowiedź. Liczyłam na to, że oprócz komentarzy widowni i żywych reakcji na temat wypowiedzi i portretów mieszkańców osiedla, ten filmik zainspiruje do refleksji na temat sąsiedzkości. Mam nadzieję, że tak się stało.

Pan Bogdan

Krzysztof

Jestem zadaniowcem z krwi i kości, więc tak po prostu czuję satysfakcję, że projekt Po Sąsiedzku się udał i to na wielu płaszczyznach. Szczególnie, jeśli większość reakcji ludzi, do których podchodziłam i chciałam porozmawiać na temat sąsiedzkości, była raczej negatywna. Oto tylko niektóre z wypowiedzi, które usłyszałam:

Na szczęście tutaj nie mieszkam.

Jaka sąsiedzkość? Proszę Pani…

Ja tu prawie nikogo nie znam i nie chcę znać.

Ja nie jestem stąd. 

Ale ja jestem osobą prywatną i taką chcę pozostać.

A po co mam się wypowiadać, żeby ktoś się ze mnie śmiał?

A co to w ogóle jest? 

Tutaj sąsiedzkość? Po co mi to?

Na szczęście, udało się namówić wiele osób do wzięcia udziału w projekcie… A jeśli chodzi o moje spojrzenie na to osiedle sprzed i po projekcie, dostrzegam już różnicę. Nie ma szans, żeby wyjść przed blok i nie przywitać się z kimś serdecznie lub nie zatrzymać się na krótką pogawędkę z sąsiadem. Zaczęłam działać w tej przestrzeni, więc identyfikuję się z nią. I przestrzeń, która kiedyś wydawała mi się rażąco brzydka, z czasem zyskała w moich oczach. Jest teraz fajniejsza, lubię nietypową dla osiedli warszawskich przestrzeń między blokiem przy ul. Modzelewskiego a tym przy ul. Blacharskiej. Lubię kolor bloku na Blacharskiej po południu. Lubię rozpoznawać ludzi siedzących na ławeczkach. A kilka dni temu dostałam maila od jednej z sąsiadek, która wypowiada się w filmiku na temat sąsiedzkości, z propozycją zrobienia razem kolejnej akcji twórczej dla dzieciaków.

Cheng /zdjęcie u góry/ i Rafał, zaprzyjaźnieni sąsiedzi

Nauczyłam się wielu też wielu praktycznych umiejętności, np. montowania i edycji filmików, obsługi bloga na wordpress.com, pracy z nastolatkami, obsługi średnioformatowych aparatów Mamiya. Poznałam nowych ludzi. Przełamałam strach przed rozmowami z moimi potencjalnymi bohaterami, zaczęłam coraz skuteczniej ich przekonywać do wzięcia udziału w projekcie. I w jego trakcie, sama zaczynałam rozumieć, na czym mi najbardziej zależy w Po Sąsiedzku. Na tym, żeby czuć się tutaj, jak u siebie. Tak się właśnie teraz czuję. Do zobaczenia na osiedlu!

A tutaj link do videocastu z projektu: https://vimeo.com/49680537

Reklamy

This gallery contains 18 photos.

Projekt Po Sąsiedzku zakończony. Emocje jeszcze nie opadły… Na razie kilka portretów moich sąsiadów. Już niedługo relacja i link do videocastu. A na zdjęciach Pan Stanisław, Pani Danuta, Marysia, Pan Marek, Marta z Zoją, Pan Marek, Pan Wiesław, Sylwia, Pani Maria, Natka, Pan Tadeusz, Michał, Pani Zofia, Monika z Oliwią i Julka.

UWAGA UWAGA UWAGA!

Zakończenie akcji Po Sąsiedzku zaczniemy o godz. 18 w Klubie Emeryta przy ulicy Modzelewskiego 46/50, klatka VIII, piętro 11. DOMOFON 522. Najpierw będą warsztaty improwizacyjne z Pawłem Nojgebauerem, w międzyczasie Sąsiedzkie Sesje Instaxowe i ciacho domowej roboty. A na koniec pokaz filmiku. Serdecznie zapraszam sąsiadów z rodzinami oraz przyjaciół!!!

A tymczasem rozmowy sąsiedzkie trwają. Coraz więcej twarzy rozpoznaję. Coraz więcej Dzień Dobry, coraz częściej zatrzymuję się, żeby pogadać z sąsiadami. Zaczynam się tu czuć, jak u siebie. W międzyczasie montuję filmik, który będzie się składał z wypowiedzi mieszkańców osiedla i ich portretów wykonanych fantastycznymi aparatami, których użyczyli mi Magda K. i Maciek Z. Dzięki!!!!!!

Mój sąsiad, Klaudiusz, z psem na spacerze. Klaudiusz jest po wypadku na motorze i już kolejny miesiąc przechodzi rekonwalescencję. Spacery z psem są jak najbardziej wskazane.

W tym projekcie właśnie niesamowite jest to, że spotykam się z pomocą innych ludzi. Tak po prostu. Na przykład ostatnio chciałam zrozumieć zawiłości programu do montowania filmików. Ktoś z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” polecił mi Anię R., która kiedyś robiła projekt dla Towarzystwa. A teraz była zajęta kończeniem pracy magisterskiej, więc skontaktowała mnie ze swoim chłopakiem, który poświęcił mi godzinkę, poczęstował pyszną kawą i wytłumaczył różne triki związane z obsługą programu. Dzięki, Tomek!!! Takie niby nic, a bardzo fajny gest.

Natka, która brała też udział w warsztatach, wzięła udział w mini wywiadzie i zapozowała do zdjęć.

Myślałam, że będzie łatwiej, że ludzie chętniej się będą wypowiadać do kamery / aparatu na temat sąsiedzkości, na temat tego, jak się im żyje na osiedlu, gdzie stoi kilka ogromnych bloków na 10 klatek, a obok kolejne osiedle z blokami o podobnej skali…. Gdzie się nie rozejrzeć, dookoła bloki. A w tych blokach ludzie, z najprzeróżniejszymi historiami, z różnym podejściem do obcych osób, które ich zaczepiają i chcą nagrywać i fotografować…

Chodzę po osiedlu, rozpoznaję coraz więcej twarzy, coraz częściej mówię Dzień Dobry i coraz odważniej podchodzę do ludzi i zachęcam do udzielania mini-wywiadów i pozowania do portretów. Kilka dni temu podchodzę do dwóch panów siedzących na ławce. Pan Bogdan i pan Stefan. Nigdy wcześniej się nie widzieliśmy. Jeden z nich ma na sobie okulary przeciwsłoneczne, a drugi odwraca się w inną stronę, więc nie mogę wyczytać z ich oczu, jak są  do mnie nastawieni. Zaczynamy rozmawiać. Rozmowa o sąsiadach, o mieszkaniu na tym osiedlu nie jest taka trudna, ale jak wspominam nagrywanie video, ludzie często się wycofują. Wspominają o chorobach, ktoś mówi, że się nie ogolił, ktoś inny przypomniał sobie, że mu się spieszy, ktoś nie chce żadnych nagrań, bo w młodości narozrabiał. Tysiące powodów. Ja dosiadam się na ławeczkę do pana Bogdana i Stefana i zaczynam opowiadać o sobie. Że mieszkam od prawie 3 lat, że jestem spod Lublina, i okazuje się, że pan Bogdan jest z samego Lublina, że prawie nikogo nie znam, a chciałabym się poczuć, że w jakiś sposób przynależę do tego miejsca. Znów wspominam nagranie na video. W końcu mam cel, który chcę zrealizować. Podchodzi trzeci pan ze swoją żoną, pan Tadeusz.

Po pół godzinie rozmowy udaje mi się ich namówić na zdjęcia i nagranie, ale nie od razu, tylko w niedzielę. Przypominam się telefonem w sobotę i umawiamy się na niedzielę o godzinie 16-tej. O 15-tej jestem na osiedlu, w poszukiwaniu bohaterów do projektu, i widzę pana Bogdana, który już siedzi na swojej ulubionej ławeczce. Widać świeżą opaleniznę. „Na rybach byłem”, mówi. Złapał 6-kilogramowego amura i chciałby zrobić zdjęcie i wysłać bratu z Lublina, ale nie ma jak. Ja mam 2 aparaty i komórkę, która robi zdjęcia, więc nie zastanawiam się, tylko proponuję, że ja to zdjęcie zrobię i wyślę bratu zdjęcie. Tak też robimy. To jest zdecydowanie kontakt międzyludzki,

To pierwszy i może ostatni raz w czasie trwania tego projektu, kiedy ktoś mnie wpuszcza do siebie do domu. Bardzo sobie cenię taką otwartość u ludzi. Pan Bogdan mnie wpuszcza do siebie do domu, opowiada mi o sobie, ja też mu o sobie opowiadam. Częstuje mnie jabłkiem z działki. Pozuje do portretu i wypowiada się na temat mieszkania na naszym osiedlu. To spotkanie mogę zaliczyć do highlightów projektu Po Sąsiedzku.

Uwaga uwaga uwaga!!!!!

Zakończenie projektu Po Sąsiedzku odbędzie się 16 września, o godz. 19, czyli tydzień później niż było to planowane. Spotykamy się w Klubie Emeryta, klatka 8, domofon 522,  lub za blokiem przy hydroforni, jeśli pogoda dopisze.  Miejmy nadzieję, że będzie ciepło, bo wtedy spotkanie z sąsiadami, przedstawienie Teatru Improwizowanego Klancyk oraz pokaz videocastu z wypowiedziami mieszkańców osiedla na temat sąsiedzkości oraz ich portretów będą mogły się odbyć na świeżym powietrzu, co oznacza więcej miejsca dla wszystkich.

 

Ostatnie zajęcia. Można powiedzieć, że się już dobrze znamy. Dzieciaki zachowują się przy mnie swobodnie, a ja się do nich przyzwyczaiłam i bardzo lubię ich energię, głośne rozmowy, niekontrolowany śmiech, ciągłe wygłupy, wrażenie, że nie uważają, a jednak słuchają…. I ich otwartość na nowe pomysły. Ich miny, przedrzeźnianie się nawzajem, wyrazy, których wcześniej nie słyszałam.

Kadry z fotopamiętnika Natki:

Poprzednim razem dałam im zadanie domowe i dziewczyny, bo one przychodzą na ostatnie zajęcia, są przygotowane. Szybko zrzucamy zdjęcia na komputer, robimy selekcję i dobieramy muzykę, która im się podoba. Dziewczyny po kolei siadają przy komputerze, a ja je nagrywam na dyktafon oraz na wideo.  Na poprzednich zajęciach nagrywanie było czymś nowym, więc wywołało lekkie zdenerwowanie. Tym razem też nie jest to najprostsze zadanie. Nastolatki, tak jak wielu dorosłych, martwią się o to, jak wyglądają, jak brzmi ich głos, co powiedzą inni, kiedy zobaczą ich w sieci, co oni sami o sobie pomyślą, kiedy się zobaczą. Nieuzasadnione, a jednocześnie tak znajomo brzmiące obawy.  Wszystkie dają się jednak przekonać i nagrywamy na dwa nośniki.

Kadry z fotopamiętnika Julki:

Zdjęcia są świetne, nieobrobione, niepozowane, nieudawane. Takie, jaki może być pamiętnik, którego nikt nie może czytać, chowany za książkami lub na samym spodzie szuflady, do której nikt nie ma dostępu. Dziewczyny pokazują mi kawałek swojego świata. W ich zdjęciach czuć wakacje, jest telewizja, jest mała siostra na rowerku, koleżanki pod balkonem, które przyszły na plotki, plac zabaw, siedzenie na trawie i czytanie Bravo, leniwie przygotowywane śniadania, tabletka, którą trzeba codziennie połknąć. Nie spodziewałam się takich szczerych fotopamiętników. Po raz kolejny moje młode sąsiadki mnie zaskakują…

Kadry z fotopamiętnika Joli:

Na razie koniec warsztatów. A w międzyczasie zajawka krótkich rozmów – miniwywiadów, które przeprowadzam z mieszkańcami osiedla na temat sąsiedzkości: https://vimeo.com/48435805

Na wtorkowe zajęcia przyszły Jola, Julka i Natalia. Wszystkie przyniosłyśmy nasze ulubione zdjęcia z albumu rodzinnego. Miały być na papierze, to znaczy założyłam, że dziewczyny przyniosą zdjęcia na papierze. Jola przyniosła zdjęcia w formie cyfrowej, co mnie na początku zdziwiło, później jednak okazało się, że to świetny pomysł.

Każda z nas miała do dyspozycji duży karton papieru, markery i zdjęcia z albumów rodzinnych. Zadanie miało sprowokować dziewczyny do zastanowienia się nad funkcją zdjęć w ich życiu rodzinnym, nad tym, co sprawia, że dane zdjęcie im się podoba lub nie i dlaczego wybrane zdjęcia są  dla nich ważne.

Kiedy skończyłyśmy swoje prezentacje na papierze, każda z nas stawała przed kamerą i prezentowała swoje zdjęcia. Nie obyło się bez nerwów, przejęzyczeń, ale też śmiechu i satysfakcji z fajnie wykonanego projektu. A multimedialna prezentacja Joli udowodniła tylko, że dzieciaki bardzo szybko adaptują się do nowych sytuacji, mają kreatywne podejście do problemów i zdjęcia cyfrowe traktują na równi ze zdjęciami na papierze.

A tu link do filmiku z tych warsztatów: https://vimeo.com/48127641